Poczucie wyizolowania, którego dorosłe dzieci alkoholików doświadczały w dzieciństwie, ogromnie utrudnia nawiązywanie kontaktów z innymi ludźmi. Nie rozwinęły u siebie umiejętności społecznych koniecznych do tego, aby czuć się swobodnie i czuć się częścią różnego typu grup społecznych. Poczucie odmienności i
Choroby. Dda - Dorosłe Dzieci Alkoholików. Zabrze. Lista lekarzy leczących DDA - dorosłe dzieci alkoholików w Zabrzu. Sprawdź opinie pacjentów, adresy i bezpłatnie umów się na wizytę!
Zespół muzyczny HIT, Grudziądz gmina. 11,481 likes · 316 talking about this. H I T na Twoim Weselu ! Zespół muzyczny grający covery z gatunku muzyki rozrywkowej, weselnej I
SYNDROM DDA - Dorosłe Dzieci Alkoholików. def. - Zespół utrwalonych osobowościowych schematów funkcjonowania psychospołecznego powstałych w dzieciństwie w rodzinie alkoholowej, które utrudniają osobie adekwatny, bezpośredni kontakt z teraźniejszością i powodują psychologiczne zamknięcie się w traumatycznej przeszłości.
Dzieci odbierają taki chłód jako odrzucenie i niemożność zadowolenia rodziców, co przysparza im cierpienia. JAK ZANIEDBANIE I PRZEMOC W DZIECIŃSTWIE WPŁYWAJĄ NA ROZWÓJ PSYCHICZNY I FIZYCZNY. Dzieci doświadczające przemocy fizycznej noszą widoczne konsekwencje swojego cierpienia w postaci siniaków, stłuczeń, złamań.
ZESPÓŁ: TurboDATA: 2009-12-19LOKALIZACJA: klub Stodoła, Warszawa, PolskaREALIZACJA: jajcoINFORMACJE: Kompletny zapis koncertu (~45min) nagrany kamerą Sony HD
ZAMÓW PREORDER NA: https://www.qbikshop.pl/Posłuchaj płyty na spotify: https://mugo.lnk.to/dorosledzieci_Każdy z Nas ma w sobie coś z dziecka. Płyta ,,Dorosł
Awantura po barbórce w Polkowicach. Górnik zaatakował ratowników medycznych i policjanta (fot. Policja) Pijany górnik zaatakował zespół pogotowia ratunkowego udzielający mu pomocy
Dorosłe dziecko z rodziny dysfunkcyjnej – objawy. Dorosły odczuwa przez większość życia niepewność, a także smutek. Może towarzyszyć mu ciągłe uczucie pustki. DDD to syndrom, którego objawem jest niskie poczucie własnej wartości, a także strach przed porażką, czy popełnieniem jakiegokolwiek błędu. Dorosłemu wydaje się
"Dorosłe dzieci". Planujemy zagranie kilku koncertów w tym roku z materiałem z tejże płyty, w tym z utworami, które były nagrane w czasie sesji do "Dorosłych Dzieci", ale z oczywistych powodów nie weszły na winyl. Nie chcę wielu koncertów, mają one mieć charakter ekskluzywny z wyjątkowym intro i outro. Będą też specjalni goście".
r0Lt. Wojciech Hoffmann – gitarzysta i kompozytor, lider zespołu Turbo, dla wielu niedościgniony mistrz. Dlaczego jego utwory tak kochamy? Ponieważ są prawdziwe, wypływają z serca, a ponadto przeszły najsurowszą ocenę samego autora. – Muszę być na 100% pewien, że coś jest dobre – mówi Artysta. - Jeśli podczas odsłuchiwania włosy na skórze nie „stoją dębą”, nie mam tzw. gęsiej skórki, to to odrzucam.„Back To The Past Tour” to trasa koncertowa, w którą wyruszacie z Turbo w 30. rocznicę od nagrania fenomenalnej płyty, jaką jest „Kawaleria Szatana”. Pamięta Pan czas, gdy powstawał ten album?– Pamiętam, jak ten materiał powstawał u mnie w domu, na piętnastym pięrze. Siedziałem na fotelu z gitarą. Moja małżonka wychodziła wtedy z synem na dwór, na plac zabaw, bawili się w piaskownicy, a ja w tym czasie siedziałem i pamiętam też próby w Scenie na Piętrze w Poznaniu. I nie zapomnę fragmentu nagrania w studio Giełda. Najpierw nagrywałem gitarę, której brzmienie bardzo mi się podobało, ale nagle usłyszałem brzmienie drugiej gitary, którą nagrał Andrzej Łysów – wtedy „zwariowałem” ze szczęścia! To było to! Wreszcie zabrzmiało to tak, jak zawsze chciałem, by zabrzmiało na płycie! Poprzednie płyty: „Smak ciszy” i „Dorosłe dzieci” nie spełniły pod tym względem moich oczekiwań,. Nie wiem, być może ze względu na czasy, w jakich powstały, czy mniejsze umiejętności realizatorów. Trudno powiedzieć. „Kawaleria Szatana” natomiast to było coś niesamowitego! Gdy ją nagrywaliśmy, usłyszałem to fantastyczne brzmienie, które mnie po prostu powaliło!I słusznie :) Ta płyta okazała się „strzałem w dziesiątkę”.– Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że tak będzie. Na pewno chcieliśmy pewnej zmiany. Ostatni utwór na poprzedniej płycie („Smak ciszy”), zatytułowany „Narodziny demona”, mniej więcej zapowiadał to, co wydarzy się na kolejnym albumie. Zresztą, celowo wymyśliliśmy ten tytuł, by przybliżyć słuchaczowi metamorfozę zespołu, a właściwie odrodzenie się Turbo, które na nowo będzie grało muzykę, od której zaczynaliśmy, czyli ostry, bezkompromisowy heavy metal, czasem thrash metal. Zatem zakładaliśmy już wcześniej, że taka płyta jak „Kawaleria Szatana” ma wiedzieliśmy jednak, że to będzie „strzał w dziesiątkę”. Dopiero po latach okazało się, że ta płytą stała się kultową i przez wielu uważana jest za najlepszą w naszym repertuarze, a co więcej - najważniejszą płytę heavymetalową lat osiemdziesiątych poprzedniego Pan, że gdyby ta płyta nie ukazała się 30 lat temu, tylko dopiero teraz, w roku 2016, pojawiła się pierwszy raz na rynku, też byłaby takim olbrzymim hitem?– Myślę, że nie. Gdyby „Kawaleria Szatana” teraz pojawiła się na rynku, mogłaby przepaść pośród wszystkich innych produkcji, które ukazują się współcześnie. Poza tym dzisiaj muzyka heavymetalowa i thrashmetalowa u nas w kraju została zupełnie zmarginalizowana i to ze względów zupełnie przeze mnie niezrozumiałych. Dla przykładu, w Czechach ta muzyka cały czas istnieje i ma się bardzo dobrze, a ludzie tłumnie przychodzą na koncerty swoich czeskich metalowych zespołów. Dlaczego u nas tak się nie dzieje?Myślę, że ze względu na swoją specyfikę płyta, jaką jest „Kawaleria Szatana”, w dzisiejszych czasach chyba nie odniosłaby takiego sukcesu. W pewnym stopniu też ze względu na teksty. Wtedy, gdy ją nagrywaliśmy, były one – można powiedzieć - jakby modne. Tematyka dosyć mocna. Oczywiście chcę podkreślić, że to nie jest absolutnie płyta satanistyczna, chociaż jesteśmy uważani przez niektórych za taki właśnie zepół (śmiech), co jest jakąś paranoją. Teksty na naszej płycie mówią zupełnie o czymś innym. Tytuł jest tylko przekorny. Pamiętam dokładnie, jak go wymyśliliśmy. Na próbie odsłuchiwaliśmy zrealizowany materiał muzyczny, który jest przecież bardzo ostry. Słuchając go, ma się wrażenie jakby pędziła obok kawaleria. W pewnym momencie powiedziałem coś w stylu: „Słuchajcie, to jest jak pędząca kawaleria, jak pęd husarii!” I wtedy ktoś dorzucił: „Kawaleria Szatana!”. Stwierdziliśmy wspólnie: „Wow! Świetny pomysł na tytuł płyty”. I tak wracając do pytania, to myślę, że teraz gdyby Turbo nagrało taką płytę, to kto wie? Być może powtórzyłaby się sytuacja z lat osiemdziesiątych, natomiast gdyby zrobił to nowy zespół, całkiem możliwe, że nie zostałoby to zauważone. Oczywiście to są wyłącznie moje Pan o pojawiających się czasem absurdalnych zarzutach, sugerujących, że Turbo to zespół satanistyczny. A słyszał Pan, że jeden Wasz utwór regularnie grany jest i śpiewany podczas pielgrzymek, zmierzających na Jasną Górę? :)– Tak, oczywiście (śmiech). „Jaki był ten dzień?” często śpiewany jest na pielgrzymkach. Ale w śpiewnikach jest napisane, że autor nieznany. Gdy gramy ten utwór, ludzie się nieraz dziwią, że to nasza piosenka. Tak, nasza, dokładnie moja kompozycja :)„Dorosłe dzieci” stały się wielkim przebojem i chwała im za to, bo to świetna piosenka i bardzo aktualna także dzisiaj. Utwór „Jaki był ten dzień?” był natomiast totalnie pominięty w „środkach masowego rażenia”, jak ja to mówię. Gdyby był puszczany tak często, jak „Dorosłe dzieci”, to byłby to nasz kolejny tak popularny koncertach widać, że nadal jest w Was pasja i energia. Nawet jeśli dany kawałek gracie na każdym występie od trzydziestu lat, a nawet więcej. Jak to jest, że po Was nie widać znudzenia, które niestety czasem obserwuje się u innych muzyków?– Odpowiedź jest chyba bardzo prosta. Trzeba bezgranicznie kochać to, co się robi. A w naszym przypadku tak właśnie jest. Kochamy to, co robimy, kochamy nasze utwory, przecież to jest całe nasze życie. Mamy wielką radość w momencie, gdy wchodzimy na scenę i możemy znów zagrać chociażby „Dorosłe dzieci” po raz dwutysięczny. I co więcej, do dziś, jak gram ten utwór, to mam „gesią skórkę”, jak widzę zadowolone twarze ludzi, którzy przychodzą na nasze koncerty i są szczęśliwi. Zresztą, nigdy się nie zdarzyło na koncercie, żeby ktoś nie chciał, by zagrać właśnie „Dorosłe dzieci”. Ten utwór zostawiamy na bis – może nawet celowo, żeby ludzie w dalszym ciągu chcieli go słuchać. Moim zdaniem jest naprawdę fantastyczny. Nawet Wojtek Mann, w jednym wywiadzie zapytany o to, jaki utwór z lat 80. najbardziej mu utkwił w pamięci, czy też jaki uważa za najlepszy z tamtego okresu, wymienił właśnie „Dorosłe dzieci”. Za to bardzo chciałbym Wojtkowi samo jest z pozostałymi utworami. Uwielbiamy je wykonywać. Przychodzimy do pracy, a ponieważ tę pracę kochamy, to cieszymy się, że ją wykonujemy, że możemy wyjść na scenę i zobaczyć zadowolone twarze słuchaczy, w tym rzesze ludzi powiedzieć, że to przeważnie młodzi przychodzą na nasze koncerty. Fani w naszym wieku pojawiają rzadko. Może dlatego, że osoby, które mają 50-60 lat, nie chcą już słuchać tak głośnej muzyki? A ponieważ my cały czas gramy bardzo ostro, nie bawimy się w jakieś kombinacje, tylko nadal gramy tak, jak graliśmy lata temu, stąd też naszych starszych fanów pojawia się mniej. Może wolą spędzać czas w domu, przed telewizorem...?Dla nas natomiast najważniejsze jest, że na koncerty przychodzi już trzecie pokolenie słuchaczy. To nam daje siłę i myślę, że jest w tym naprawdę coś wspaniałego. Dlatego nigdy się tym nie czasem obserwuję inne zespoły, często młodych muzyków i zdarza się, że wtedy myślę: „Oni wyglądają, jakby weszli na scenę za karę”. Oczywiście nie mówię tego o wszystkich. Niemniej zdarzają się zespoły, które tak właśnie wyglądają. Zastanawiam się, po co właściwie przyszli na koncert? Po co grają?Pracujecie już z Turbo nad nową płytą?– Tak, właściwie połowa płyty jest już stworzona. Trzeba będzie dopracować to do końca, by początkiem przyszłego roku – styczeń, luty, marzec – nagrać płytę, a wiosną ją ubiegłym roku wydał Pan kolejną solową płytę, zatytułowaną „Behind the Windows”. Nie da się ukryć, że kazał Pan dość długo na nią czekać...– Ze mną po prostu jest tak, że jak coś tworzę, muszę być na 100% pewien, że to jest dobre. Mam na dysku w komputerze tysiące swoich kompozycji, które potem przesłuchuję. I jeśli podczas odsłuchiwania włosy na skórze nie stoją dębą, nie mam tzw. gęsiej skórki, to to odrzucam. Tak wygląda mój proces twórczy. Najbardziej interesuje mnie to, żeby moja muzyka mnie się podobała. Wtedy czuć, że jest prawdziwa, a nie tworzona dla jakiejś kalkulacji. I wtedy słuchacz kupuje ją mentalnie, ponieważ wie, że jest szczera, że go nie oszukuję, że tworzę i gram to, co mam w sercu. Stąd też tak długo trwało przygotowanie materiału na tę się zrodził pomysł na sam motyw przewodni „Behind the Windows”?– Jechałem kiedyś pewną ulicą w Poznaniu i spojrzałem przez okno samochodu w lewo. Zobaczyłem wtedy okno mieszkania, w którym często przebywałem w latach siedemdziesiątych, gdy grałem w zespole Heam. Mieszkanie należało do naszego basisty, Henia Tomczaka, który potem założył Turbo, i do jego żony. Zawsze u nich nocowałem, gdy przyjeżdżałem na koncerty do Poznania. Później Henio sprzedał to po latach tamtędy jechałem i spojrzałem w to właśnie okno, pomyślałem sobie, że to świetny pomysł, by opisać okno, za którym toczy się najpierw jedno życie, potem drugie, trzecie... Od narodzin do śmierci. To tak jak nagrobki na cmentarzach, które podają jedynie daty z życia ludzi, ale w tych latach są zawarte całe historie...Na „Behind the Windows”, za pomocą dźwięków chciałem przekazać opowieść o życiu, o przemijaniu. To jest historia mieszkania Henia Tomczaka, któremu nie tak dawno temu zmarła żona, ale też historia życia każdego z Pan również projekt „The Klenczon Experience”. Skąd taka fascynacja twórczością Krzysztofa Klenczona?– Projektem „The Klenczon Experience” chciałem złożyć hołd zmarłemu przedwcześnie Krzyśkowi. To była bardzo ważna osoba w moim miałem 7 lat, mieszkałem w Gostyniu, gdzie mój ojciec prowadził dom kultury. Był rok 1962, gdy zaczęły do nas przyjeżdżać zespoły: Czerwono-Czarni, Niebiesko-Czarni. Jako 7-letni chłopiec siedziałem na balkonie i patrzyłem na scenę, na światła i na gitary. Wtedy pomyślałem, że chcę koniecznie robić to samo. Już w wieku 7 lat postanowiłem zostać muzykiem i robiłem wszystko, by muzyce podporządkować całe moje jak w 1965 roku powstały Czerwone Gitary, a ja miałem już 10 lat, zakochałem się w ich muzyce. Grali piosenki melodyjne, które podobały się także dzieciom. Gdy w 1966 roku poszedłem na ich koncert i zobaczyłem Krzyśka Klenczona, to, jak on gra na gitarze, zwariowałem. Tak się zaczęła moja fascynacja rock and rollem. To on ją we mnie jego gitara porwała mnie do tego stopnia, że poszukiwałem jej przez wiele lat. Teraz na szczęsicie mam już taką samą, na jakiej grał Klenczon – japońska gitara ZENON-Audition. W tym projekcie gram właśnie na niej i brzmienie jest dokładnie takie samo, jak w Czerwonych Gitarach. Bardzo mnie to wcześniej miał Pan już taką gitarę, wlasnoręcznie robioną...– Wykonałem jej replikę w ramach swojej pracy maturalnej. Był rok 1974 i wtedy po raz pierwszy zreformowano maturę. Poza egzaminami z obowiązkowych przedmiotów, jak język polski i matematyka, można było pisać pracę maturalną z wybranego przedmiotu. Ponieważ uwielbiałem śpiew, przygotowałem pracę na temat: „Geneza i rozwój jazzu tradycyjnego”. A z kolei na prace ręczne zrobiłem gitarę. Moja matura wyglądała zatem bardzo muzycznie :)Skoro od Klenczona i Czerwonych Gitar zaczęła się Pana muzyczna przygoda, to granie w Czerwonych Gitarach, i to na miejscu, gdzie kiedyś występował Krzysztof Klenczon, było chyba spełnieniem marzeń.– Tak, grałem w Czerwonych Gitarach w latach 1997-2000. To była jedna z najpiękniejszych przygód muzycznych mojego życia. Spełniło się moje marzenie z dzieciństwa, żeby grać w Czerwonych Gitarach!Czy jest na świecie gitarzysta, który jest dla Pana niepodważalnym guru gitary?– Ritchie Blackmore z zespołu Deep Purple. To jest facet, któremu wybaczam wszystko, który ma miejsce na najwyższej półce i na nią, poza nim już nikt inny nie wejdzie. Na półkach poniżej są inni gitarzyści, jak Steve Vai, Joe Satriani, Gary Moore, Jimi Hendrix, cała ta pierwsza liga światowa, ale Ritchie Blackmore to bezwzględnie mój największy Pan nie tworzy, nie nagrywa, nie koncertuje, gdzie można Pana spotkać? Odpoczywa Pan w ogóle?– Ja w ogóle nie odpoczywam, w tradycyjnym tego słowa czasu? :)– Wybrałem taki zawód, który przez to, że jest moją miłością, sprawia, że odpoczywam cały czas – nawet wtedy, gdy gram i jestem zmęczony, to jest dla mnie odpoczynek. W zasadzie nie wyjeżdżam też na żadne urlopy. Cały czas jestem zajęty, coś tworzę, gram na gitarze. Gdy jednak zdarzy mi się czasem wyjechać na tydzień, to gitarę muszę mieć ze sobą. Nie zasnę, jeśli jej chociaż nie dziękuję za Piątkowska-Borekfot. Materiały prasowe
W tym artykule omówimy syndrom DDD – Dorosłe Dzieci z Rodzin Dysfunkcyjnych i rolę, jaką odgrywają w ich życiu. Oprócz zrozumienia, kim są DDD, przyjrzymy się różnym rolom, jakie ci dorośli odgrywali w swoim dzieciństwie i co mogą czuć dzisiaj. Następnie omówimy różne emocje, które dzieci odczuwają jako dorośli. Zaczynajmy! Jak zespół DDD wpływa na emocje dorosłych dzieci? Zespół DDD – dorosłe dzieci z dysfunkcyjnych rodzinKto to są DDD – dorosłe dzieci z rodzin dysfunkcyjnychJakie role pełnią DDD?Emocje dorosłych dzieci z rodzin dysfunkcyjnychObjawy dorosłego dziecka z rodziny dysfunkcyjnej Objawy zespołu DDD, czyli zaburzenia dysocjacyjnego, mogą być trudne do zdiagnozowania i może to wymagać kilku sesji z terapeutą. Często zaburzenie to jest związane z traumą lub stresem z dzieciństwa, co powoduje, że osoby dorosłe blokują się psychicznie przed stresującymi sytuacjami i powracają do tendencji dysocjacyjnych. Według ostatnich badań, 40 procent osób leczących się z zaburzeń związanych z używaniem substancji wykazuje łagodne objawy DDD. Objawy DDD obejmują depersonalizację, derealizację lub oba te zjawiska. Blisko 50% osób wykazuje jeden lub oba objawy, ale tylko dwa procent spełnia kryteria rozpoznania DDD. Objawy DDD często przeszkadzają w wykonywaniu codziennych czynności, a nawet mogą stać się problematyczne w relacjach z innymi ludźmi. Osoby cierpiące na to zaburzenie mogą potrzebować specjalnego leczenia, jeśli chcą prowadzić normalne życie. Dobrą wiadomością jest to, że leczenie zespołu DDD jest dostępne. Gdy dziecko wychowuje się w rodzinie dysfunkcyjnej, nie uczy się rozpoznawać własnych uczuć, a zamiast tego koncentruje się na tym, jak radzić sobie z uczuciami innych ludzi. Może to prowadzić do tego, że dziecko staje się bardzo wyczulone na nastroje i zachowanie rodziców, uczy się chować pod łóżkiem, kiedy rodzice się kłócą lub decyduje, że uspokojenie mamy zwróci na siebie jej uwagę. Dzieci te dorastają i podejmują dorosłe obowiązki, ale ważne jest, aby pamiętać, że nadal są dziećmi, a ich uczucia nie są wyłącznie ich uczuciami. Dorosłym dzieciom, które dorastały w rodzinach dysfunkcyjnych, brakuje radości i doświadczeń z dzieciństwa. Nie uczą się ufać, nie rozwijają poczucia własnej wartości ani nie tworzą zdrowych związków. Zamiast tego doświadczają wysokiego poziomu stresu, niepokoju i odcięcia od świata. Skutki tych negatywnych doświadczeń mogą utrzymywać się przez całe życie. Ostatecznie mogą one cierpieć z powodu konsekwencji tego dysfunkcyjnego środowiska rodzinnego. Kto to są DDD – dorosłe dzieci z rodzin dysfunkcyjnych Osoby wychowane w rodzinie dysfunkcyjnej często zmagają się z tymi samymi cechami, co dorośli z DDD. W odróżnieniu od innych dzieci, osoby te mają trudności w zrozumieniu dynamiki własnej rodziny i często rozwijają niezdrowe strategie radzenia sobie z problemami. Nie są w stanie rozpoznać „normalności” i mogą osądzać siebie bez litości. W dorosłym życiu są bardziej podatne na depresję i lęki, a ich zachowanie nie jest tak stabilne jak u osób, które dorastały w bardziej harmonijnej rodzinie. Najczęstszym problemem dorosłych dzieci z DDD jest to, że nie chcą zaakceptować zmian. Czują, że nie mają kontroli nad swoim życiem i chcą, aby wszystko było zrobione tak, jak oni chcą. To sprawia, że nawet najmniejsza zmiana jest dla nich trudna, przez co stają się drażliwe i łatwo się denerwują. W rezultacie toczą nieustanną walkę między tym, co jest dla nich najlepsze, a tym, jak działa świat. Podczas gdy dla innych taka sytuacja może wydawać się normalna, dla tych osób wydaje się ona niemożliwa. Jakie role pełnią DDD? Większość pracowników DDS należy do zbiorowego zespołu negocjacyjnego, który negocjuje warunki zatrudnienia i podwyżki płac. Nowi pracownicy mogą poprosić o kopię kontraktu swój związek zawodowy lub lokalne biuro HR i powinni zapoznać się z jego postanowieniami. Po mianowaniu DDD może uczestniczyć w spotkaniach Zakładowego Zespołu Negocjacyjnego. Grupa ta spotyka się co miesiąc, aby przedyskutować zalety danego stanowiska, a także jest odpowiedzialna za tworzenie i utrzymywanie kontraktu zbiorowego. Wzorce DDD pomagają programistom zrozumieć złożoność domeny. Pomagają zidentyfikować typy encji, obiektów wartości i agregatów potrzebnych do rozwiązania typowych problemów biznesowych. Model służy również jako kontekst, określając, jak te jednostki pasują do ogólnego kontekstu. Komponenty te, zwane mikrousługami, składają się zazwyczaj z wielu fizycznych usług. Wzorzec DDD pomaga projektantom zrozumieć relacje między tymi fizycznymi usługami a większym modelem domeny. Emocje dorosłych dzieci z rodzin dysfunkcyjnych Emocje dorosłych dzieci z rodzin dysfunkcyjnych mogą być trudne do przetworzenia. Dzieci te czują się beznadziejne, samotne i osamotnione w świecie. Mogą też wyobrażać sobie, że nikt inny nie przeżywa tego, co one. Mogą mieć problemy z zaufaniem, przyjaznymi relacjami i zaprzeczaniem własnym emocjom. Mimo tych zmagań dzieci te często radzą sobie z wyzwaniami, przed którymi stają. W wielu przypadkach dopiero po latach uświadamiają sobie, co jest przyczyną ich uczuć. Głównym problemem jest to, że nie mają okazji do nauki umiejętności społecznych. Muszą być w ciągłym ruchu. Nie mogą się zrelaksować w towarzystwie innych, ponieważ czują się inni. Ponieważ nie mieli szansy nauczyć się umiejętności społecznych, uważają, że wszyscy inni czują się komfortowo. Prowadzi to do izolacji. Mimo wysiłków mogą być niepewni własnych umiejętności. Ten brak wiary w siebie może prowadzić do osądzania, niecierpliwości i niezdolności do oddzielenia potrzeb od pragnień. Oprócz tego, że są emocjonalnie niedostępni dla swoich dzieci, ci dorośli mogą być także nadmiernie wrażliwi, impulsywni i niezdolni do tworzenia zdrowych związków. Wiele dzieci z rodzin dysfunkcyjnych czuje się niegodnych i brakuje im poczucia własnej wartości. Choć cechy te są często związane z kontekstem kulturowym lub społecznym, najbardziej rozpowszechnione i najmniej oczywiste są te, którym rodzice nie zapewniają podstawowej opieki i wsparcia emocjonalnego. Żadna rodzina nie jest jednak całkowicie wolna od konfliktów, dlatego ważne jest, aby priorytetowo traktować zdrową komunikację. Dorosłe dzieci z rodzin dysfunkcyjnych tracą ważne lekcje i możliwości. W rzeczywistości jest bardziej prawdopodobne, że jako dorośli sami będą tworzyć rodziny dysfunkcyjne. Dziecko może nie być w stanie nawiązać zdrowych relacji, nauczyć się ufać innym lub podejmować ważnych decyzji z powodu braku opieki rodzicielskiej. Tego typu dysfunkcyjne środowisko rodzinne nie pomoże tym dzieciom w przerwaniu cyklu dysfunkcji w ich życiu. Mogą one nawet doświadczać lęku, depresji i izolacji społecznej. Objawy dorosłego dziecka z rodziny dysfunkcyjnej Dorosłe dzieci z rodziny dysfunkcyjnej są często wyjątkową rasą. Osoby te mają trudności z radzeniem sobie z chaosem i kryzysem oraz wykształciły niezdrowe mechanizmy radzenia sobie z nimi. W rzeczywistości różnią się od innych ludzi, ponieważ nie wiedzą, co to jest „normalność”. W rezultacie mają trudności z kończeniem zadań i surowo oceniają samych siebie. Mogą również wykazywać oznaki uzależnienia, w tym alkoholizmu i narkomanii. Dzieci z takich rodzin mogą stać się nieufne, nielojalne i często schodzą na złą drogę. Mogą angażować się w nielegalną działalność, popełniać przestępstwa, a nawet popełniać samobójstwa. Ich reakcje emocjonalne mogą być nieregularne, mogą stać się wycofane i pozbawione umiejętności organizacyjnych. Mogą też nie być w stanie wyrażać swoich uczuć, a nawet znęcać się nad starszymi rodzicami. Dzieci z rodzin dysfunkcyjnych mogą być również nieposłuszne, nie potrafią komunikować swoich potrzeb i uczuć, mogą mieć problemy w szkole. Dziecko może również odgrywać rolę Kozła ofiarnego. Trzyma się z dala, ponieważ boi się, że rodzice je zobaczą lub usłyszą. Może mieć do nich o to pretensje i myśleć, że rodzice o nim zapomnieli. Brak komunikacji między nimi a rodzicami może prowadzić do poczucia osamotnienia i izolacji, a dziecko może nawet myśleć, że coś jest z nim nie tak. Jak zatem może poradzić sobie dorosłe dziecko z rodziny dysfunkcyjnej? Ucząc się podejmowania samodzielnych decyzji, może nauczyć się ufać własnemu osądowi. Dzieci z rodzin dysfunkcyjnych często nie uczą się rozpoznawać własnych uczuć i zamiast tego skupiają się na radzeniu sobie z uczuciami innych. Mogą rozwinąć nadwrażliwość na zachowanie rodziców i nauczyć się chować pod łóżko podczas kłótni. Mogą nawet nauczyć się, że pocieszając rodziców, zwrócą na siebie uwagę. Taka dysfunkcyjna rodzina może nauczyć swoje dorosłe dzieci tłumienia uczuć. Mogą one nawet stać się wycofane i przygnębione, a problem ten często utrzymuje się przez całe życie.
Rodzaje, przyczyny i objawy dysfunkcji w rodzinie Jak już wspominałam wcześniej, J. Bradshaw zwrócił uwagę na dobieranie się w pary osoby, które z powodu własnych doświadczeń wyniesionych z domu, potrafią budować tylko dysfunkcyjne związki i rodziny. Dobieranie się w relacjach wg kompatybilnych ograniczających wzorców i odgrywanie ich zwane jest koluzją (dosłownie oznacza sekretną umowę, tajny pakt). Niemiecki psychoanalityk Jurg Willi w książce „Związek dwojga. Psychoanaliza pary” (1996, Santorski & Co.) definiuje koluzję jako poszukiwanie na partnerów osób pasujących do własnych nierozwiązanych wczesnodziecięcych konfliktów. Potem we wzajemnych rozgrywkach jedna ze stron przyjmuje postawę progresywną, a druga regresywną. Konflikt ten może toczyć się wokół kwestii dawania i przyjmowania opieki, kontrolowania-bycia kontrolowanym, niewierności-zazdrości, władzy-poddania. Gdy frustracja potrzeb narasta, zachowania partnerów się polaryzują coraz bardziej, a koluzja się wzmacnia. Mechanizmów i przyczyn problemów partnerskich między małżonkami może być wiele. Niedojrzałość małżonków i ich wewnętrzne problemy jednak nie muszą przełożyć się na głęboką dysfunkcję rodziny. Kiedy więc na pewno możemy mówić o dysfunkcyjnej rodzinie? w rodzinie występuje problem alkoholowy (jednego lub więcej członków rodziny), lub też inne uzależnienie chemiczne, w rodzinie jeden lub więcej członków rodziny uzależniony jest niechemicznie np. od hazardu, seksu, pracy, religii, w rodzinie miało miejsce wykorzystywanie seksualne, w rodzinie stosowana jest przemoc psychiczna i nadużycia emocjonalne, nadopiekuńczość, nadmierna kontrola, w rodzinie stosowana jest przemoc fizyczna i/lub ekonomiczna, w rodzinie dochodzi do fizycznego i emocjonalnego opuszczenia dzieci (np. oddania na wychowanie dzieci dziadkom aż podrosną), w rodzinie wystąpił rozwód rodziców emocjonalny lub prawny, rodzice wciągają dzieci w konflikty między nimi (Wg. badań około 70% dzieci nie doświadcza okołorozwodowej traumy i może z powodzeniem uporać się z problemem rozstania rodziców, pod warunkiem, że otrzyma odpowiednie wsparcie. Także zagrożeniem jest nie tyle sam rozwód, ale zaangażowanie rodziców w walkę ze sobą kosztem dbania o dzieci, oraz wciąganie dzieci w sprawy rodziców.), w rodzinie jest osoba z przewlekłą chorobą, przy czym chory obarcza winą za swój stan domowników, staje się postacią centralną w rodzinie, terroryzuje ją, wymusza pewne zachowania (lub np. rodzice sami podporządkowują życie rodziny jednemu – choremu dziecku, lekceważąc potrzeby zdrowego), w rodzinie występuje choroba psychiczna lub silne zaburzenie osobowości, rodzice są upośledzeni umysłowo, życiowo niezaradni w sposób uniemożliwiający zaspokojenie potrzeb dzieci (i taka rodzina jest pozostawiona bez wsparcia z zewnątrz). „Dysfunkcjonalny dom rodzinny staje się źródłem przykrości, podłożem napięć i frustracji zarówno dla jej dorosłych członków, jak i dzieci. Dysfunkcjonalność rodziny może dotyczyć różnego zakresu realizowanych zadań, może to być: dysfunkcja całkowita, oznaczająca, że w rodzinie występuje kompletne niepowodzenie w realizacji zadań rodziny i muszą ją w tym zastąpić wyspecjalizowane rodziny — dysfunkcja częściowa, oznaczająca, że rodzina nie potrafi realizować prawidłowo pewnych jej zadań i podstawowych funkcji. Ta dysfunkcjonalność może z kolei obejmować: niepowodzenia w realizacji zadań wychowawczych, niepowodzenia w walce z kryzysem małżeńskim. niepowodzenia związane z walką o niewykluczenie rodziny z określonego kręgu rodzinnego, niepowodzenia w zaspokajaniu potrzeb dziecka bądź też dotyczących innych zadań i sfer życia rodzinnego.” (Kawula S., "Dziecko w rodzinie funkcyjnej i dysfunkcyjnej" [w:] „Pedagogika rodziny obszary i panorama problematyki”, Kawula S., Brągiel J., Janke A., 2005, ) Czasem poszczególne czynniki nakładają się na siebie, wzajemnie wzmacniając np. gdy jeden z rodziców popada w uzależnienie lub chorobę, drugi ma mniej sił i możliwości do zajmowania się dziećmi i oboje mogą odwołać się do toksycznej pedagogiki i związanej z nią przemocy, by utrzymać w domu „porządek”, a system rodzinny w całości. Można wręcz zaryzykować stwierdzenie, że dysfunkcja w rodzinie jest zawsze związana z niedojrzałością wewnętrzną rodziców – ich dysfunkcjonalnością jako jednostek, jednak w sprzyjających okolicznościach zewnętrznych te problemy mogą pozostać w uśpieniu. W połączeniu z „odpowiednim” partnerem lub zmianą w partnerze, jakąś zmiana życiową lub problemem np. chorobą, uzależnieniem jednego członka rodziny, utratą pracy itp. dotychczasowe sposoby radzenia sobie okazują się niewystarczające. Krok po kroku wychodzą wszystkie własne braki rozwojowe i nieprzerobione problemy rodziców. W sytuacji stresu i frustracji potrzeb następuje odwołanie do jedynych sobie znanych – wyniesionych z domu, sposobów radzenia sobie z problemami oraz ich usztywnienie. Czasem bez destabilizującego sytuację czynnika z zewnątrz, trudno przerwać to zaklęte koło pogłębiania dysfunkcji. Role rodzinne Ważnym elementem pojawiającym się w dysfunkcyjnych rodzinach, jest odgrywanie przez dzieci sztywnych, często narzuconych przez otoczenie ról. Są cztery podstawowe role, z różnymi ich wariantami: bohatera rodzinnego - (mały rodzic, rodzic rodziców, opiekun, przyjaciel, powiernik, siłacz) kozła ofiarnego - (główna ofiara rodzica, czarna owca, zastępczy partner, buntownik, łotr) maskotki – (błazen, osoba poświęcająca się) dziecka niewidzialnego – (osoba niewidzialna, aniołek, zagubione dziecko) Bohaterem jest zazwyczaj najstarsze dziecko w rodzinie, które przejmuje na siebie obowiązki dorosłych. Robi wszystko co może, by życie rodzinne funkcjonowało w miarę normalnie. Stara się też naprawić istniejącą sytuację. Jest odpowiedzialny, troszczy się o rodzeństwo, zajmuje się całym domem (czasem nawet rzuca szkołę, by utrzymać dom), jest bardzo obowiązkowy, przestrzega reguł, zawsze kończy zadaną pracę w wyznaczonym terminie. Stara się być perfekcyjny we wszystkim co robi. Bohater żyje w stałym napięciu, stara się mieć wszystko pod kontrolą i wpada w panikę w nagłych, nie dających się przewidzieć sytuacjach. Nie lubi spontaniczności. Kozioł ofiarny odwraca uwagę od rzeczywistych problemów rodzinnych, stając się delegatem problemów – tzn. VIPem w terapii systemowej. Ma problemy w szkole, wdaje się w bójki, wchodzi w konflikt z prawem, ucieka z domu, pije i pali w młodym wieku. W grupie jest najbardziej przeszkadzającym dzieckiem, zawsze zbuntowanym. Kozłom ofiarnym trudno jest funkcjonować w układach społecznych. Zachowując się w sposób nieakceptowany przez innych, ciągle spotykają się z dezaprobatą. Kozioł może dostać w rodzinie etykietkę „złego” - sprawiającego problemy dziecka, bez względu na jego rzeczywiste zachowanie -wszystko co robi jest interpretowane jako dowód na jego złą wolę i podły charakter. Podczas gdy bohater stara się zasłużyć na docenienie wspinając się na wyżyny heroizmu, dla kozła ofiarnego są one niedostępne – wszystko co on zrobi będzie i tak złe – może więc dla zwrócenia uwagi i udowodnienia swojej wartości, starać się być wyjątkowo zły czy pomysłowy w destrukcyjnym działaniu. Rola kozła ofiarnego jest bardzo ważna – jeśli jedno dziecko przestaje ją pełnić – wychodzi z systemu rodzinnego, szybko kolejne zaczyna „sprawiać problemy”. Bez tego trzeba by przyjrzeć się realnym problemom np. z uzależnieniem rodzica czy w relacji między rodzicami. Kozioł skupia uwagę na sobie, przez co ratuje system przed ewentualnym rozpadem. Dziecko maskotka odwraca uwagę od rodzinnego problemu skupiając ją na sobie, rozładowując atmosferę humorem, zgrywając się, przymilając, błaznując. Jego rola polega na tym, by ulżyć rodzinie w ciężkiej sytuacji, rozweselając ją swoim humorem i żartami. Maskotka nie może wytrzymać sztywnej i ciężkiej atmosfery - „musi” coś zrobić, by ją rozładować. W życiu społecznym maskotki są duszą towarzystwa, ale płacą za to wysoką cenę - nikt nie traktuje ich poważnie. Także ich prawdziwe uczucia i potrzeby nie są dostrzegane. Maskotka ma być zawsze radosna. Maskotki to także dziewczynki wysyłane przez własne matki do łóżek ojców, by ich „uspokoiły”. (dr hab. Ryś M., s. 99) Dziecko niewidzialne pozostaje zawsze z boku, nigdy nie sprawiając najmniejszych kłopotów. Czasem słyszy wyraźny komunikat, że ma „nie zawracać rodzicom głowy”, kiedy indziej samo się wycofuje, by się chronić. Odizolowane od rodziny, żyje we własnym świecie – często uciekając w świat książek czy gier, w poczuciu samotności i krzywdy. Nikt się nim nie interesuje, nikt o nim nie pamięta. W efekcie jest bardzo nieśmiałe, pozbawione zdolności społecznych i umiejętności pracy w grupie. Dziecko niewidzialne jest niezdolne do stawiania czoła problemom. Niestety odgrywanie ról rodzinnych nie kończy się wraz z opuszczeniem domu rodzinnego. To jedyny znany danej osobie sposób funkcjonowania wśród ludzi. Bardzo trudno z takiej roli i zbudowanego wokół niej poczucia tożsamości, wyjść. Konsekwencje wychowania w dysfunkcyjnej rodzinie Jednym z najważniejszych zarzutów przeciwko koncepcji DDD/DDA, jest to, że nie u każdej osoby, w której rodzinie pojawiły się opisywane wcześniej problemy, wykształcą się te same cechy i trudności w dorosłym życiu. W przypadku rodzin dysfunkcyjnych jednak trudno przeprowadzić badania mające wszystkie cechy powtarzalności. Zarówno przyczyna dysfunkcji jak, osobowości członków rodziny jak i całe tło sytuacyjne może być różne. O ile nie można podać dokładnego opisu cech DDD, to można określić w jakich dziedzinach życia jego funkcjonowanie będzie zaburzone. Od czego zależy siła i rodzaj konsekwencji wychowywania się w dysfunkcyjnej rodzinie? Rodzaju, intensywności i czasu trwania dysfunkcji, tego na jakie okresy rozwojowe dziecka przypadała dysfunkcja (im wcześniej, tym bardziej zależne było dziecko i więcej jego potrzeb mogło być niezaspokojonych - więcej informacji na temat okresów rozwojowych dziecka, jego potrzeb i konsekwencji ich nie zaspokojenia w książce Pawła Karpowicza - „Terapia wewnętrznego dziecka”), czy dziecko miało poza rodzicami jakiś innych – życzliwych i niezaburzonych opiekunów, którzy mogli potwierdzić jego rzeczywistość, zaspokoić pewne potrzeby i niejako neutralizować negatywny wpływ dysfunkcji w najbliższej rodzinie, czy dziecko miało w dalszym otoczeniu zdrowe wzorce życia, budowania relacji, reagowania, które mogło naśladować, roli narzucanej dziecku w rodzinie, od indywidualnych cech osobowościowych, psychicznych i intelektualnych dziecka. Efekt końcowy jest kombinacją wielu czynników. Im dłużej trwające i cięższe zaburzenia w rodzinie oraz większa izolacja członków rodziny od świata zewnętrznego, tym większy wpływ dysfunkcji na dzieci. Współuzależnienie „Współuzależnienie – utrwalona forma funkcjonowania w długotrwałej, trudnej i niszczącej sytuacji związanej z patologicznymi zachowaniami uzależnionego partnera, ograniczająca w sposób istotny swobodę wyboru postępowania, prowadząca do pogorszenia własnego stanu i utrudniająca zmianę własnego położenia na lepsze. Współuzależnienie może wystąpić również w relacjach miedzy członkami rodziny, przyjaciółmi czy współpracownikami.” (Wikipedia) Z początku zwracano uwagę tylko na współuzależnienie występujące u żon alkoholików. Z czasem rozszerzono je na dzieci i inne osoby, które dzielą z nim chorobę. Dostrzega się też podobne mechanizmy w przypadku innego niż alkohol uzależnienia czy choroby. Współuzależnienie powstaje, kiedy człowiek ma na co dzień do czynienia z bardzo silnie objawiającym się zjawiskiem, z którym sam sobie nie umie poradzić. Nie będąc w stanie zintegrować go ze swoją osobowością, dopasowuje się do niego. Na współuzależnienie składa się pięć elementów: silnie objawiające się zjawisko jego bliskość niemożność poradzenia sobie z nim przystosowanie się do niego powstała wskutek niego choroba lub stan chorobopodobny DDD dotknięty współuzależnieniem będzie miał tendencję do wchodzenia w relacje z uzależnionym czy w innym sposób zaburzonym i trudnym partnerem, które trzeba ratować i kontrolować. W ten sposób odtwarza jedyny schemat jaki zna, próbując poświęceniem zapracować sobie na miłość i szczęście. Współuzależnienie jest pułapką, ale nie wyrokiem. Warto być świadomym zagrożenia jakie niesie uzależnienie, choroba czy niepełnosprawność w rodzinie i nie pozwolić, by ten aspekt zdominował życie wszystkich członków rodziny. Wsparcie dalszej rodziny lub innych dorosłych osób, pod warunkiem, że nie zmieni się we wciągnięcie ich w dysfunkcyjny system rodzinny, może często unormować sytuację, umożliwić zaspokojenie potrzeb zaniedbanych członków rodziny. Jeśli jednak system zdążył się utrwalić a rodzice nie są zainteresowani wsparciem, terapią i nauczeniem się innego funkcjonowania, to najczęściej rodzina odmawia ingerowania w ich sprawy i pozostają tylko działania prawne przez uprawnione do tego służby. Należy to jednak robić z mądrością i wyczuciem, pamiętając o tym, że dziecko zawsze będzie chciało zostać z nawet najgorszym rodzicem, niż przebywać w domu dziecka. Zwłaszcza gdy jedynym problemem rodziny jest bieda i niezaradność życiowa rodziców, którzy poza tym kochają i dbają o swoje dzieci - znacznie lepszym rozwiązaniem od zabierania dzieci byłoby przydzielenie rodzinie instytucjonalnego i materialnego wsparcia. W kwestii ingerowania państwa w życie dysfunkcyjnej rodziny nie ma jednolitej polityki – w jednych krajach państwo przejmuje opiekę nad dzieckiem umieszczając je w rodzinie zastępczej przy każdym sygnale, że z rodziną dzieje się coś złego i powrót dziecka uzależniony jest od przejścia przez rodziców odpowiedniej terapii i szkoleń, a w innych zależy to bardziej od opinii poszczególnych urzędników. W Polsce przez całe lata ignorowało się problem przemocy w rodzinie. Próby zmiany sytuacji przez wprowadzenie przepisów zakazujących bicia dzieci, spotykają się na razie z dużym niezrozumieniem i sprzeciwem. Następuje jednak powolna zmiana mentalności, a dzięki coraz łatwiejszemu dostępowi do najnowszych publikacji i badań w temacie psychologii i pedagogiki młodzi rodzice, którzy chcą wychowywać dzieci inaczej niż sami byli wychowywani, mają skąd czerpać inspiracje. Często jednak odkrywają, że teoria, choćby najlepsza, to za mało. Sama świadomość, że trzeba postępować inaczej okazuje się niewystarczająca w zmierzeniu z głęboko zakorzenionymi w dzieciństwie sposobami postępowania i reagowania w różnych sytuacjach. A samo intelektualne zrozumienie często nie jest w stanie przebić się przez nagromadzone przekonania i towarzyszące im emocje. Wiele DDD trafia na terapię właśnie dostrzegając, że zaczynają odtwarzać wobec małżonka i dzieci zachowania znane ze swojego domu, choć z całych sił starali się tego uniknąć. Cechy charakterystyczne DDD brak poczucia tożsamości i autonomii lub też wieczna walka o ich ochronę: reaguje głównie na to, co robią inni, zatracając własne JA, żyje w izolacji od ludzi, nawet gdy jest pozornie wśród nich, czuje strach przed ludźmi, samotność, brak poczucia przynależności, boi się zwłaszcza władzy i zwierzchników. zaniżone poczucie własnej wartości: ocenia siebie bezlitośnie, często ma poczucie kompletnej bezwartościowości. Nie wierzy, że można go cenić za jego własne cechy, sam ich nie rozpoznaje i nie potrafi się na nich oprzeć. brak wiary w swoje możliwości, zakładanie porażki, szukanie akceptacji u innych - boi się niepowodzeń, ale sabotuje własne sukcesy, stawia sobie tak wysokie wymagania, że nie może im sprostać, swój sukces mierzy wartością cudzych pochwal, sam nie umie się cieszyć, stale potrzebuje uznania i docenienia, robi mnóstwo, żeby je otrzymać, ale i tak w nie nie wierzy i je podważa, brak szacunku i akceptacji dla siebie i innych - boi się krytyki, każdą odbiera jako osobisty atak i zagrożenie, ale sam krytykuje i osądza, uzależnienie odczuwania i zaspokajania własnych potrzeb od relacji z drugim człowiekiem, tendencje do współuzależnienia - w ten sposób kontynuuje ten sam rodzaj wzajemnej zależności, jaki łączył go z rodzicami lub kimś innym w rodzinie; zażywanie leków uspokajających, nasennych, alkoholu dla uśmierzenia bólu, napięcia i niepokoju, niekiedy prowadzi to do uzależnienia, brak zdolności otwartej i empatycznej komunikacji i radzenia sobie w sytuacjach intymnych – problemy w budowaniu bliskich związków, trudno mu nawiązać i intymne stosunki. Litość myli z miłością, przeważnie kocha tych którzy potrzebują pomocy. Ktoś, kto sobie dobrze radzi, a okazuje miłość DDD, jest posądzony o nieczysty interes. brak zaufania i otwartej komunikacji w relacjach, stosowanie manipulacji, by coś osiągnąć, boi się odrzucenia, ale sam odrzuca. Woli "uprzedzić" odrzucenie, wiedząc, że i tak to nastąpi, bo nie wierzy, że może być kochany. kłamie choć może mówić prawdę. W dzieciństwie nie wiedział, za co będzie ukarany lub nagrodzony, kłamie więc, "na wszelki wypadek". lęk przed zranieniem i ranieniem innych, DDD marzy o spokojnym, przewidywalnym partnerze a ciągnie go do toksycznych i pełnych namiętności i przemocy relacji, potrafi być okrutny, ale udaje uległość, by zatrzymać partnera: w chwilach, gdy wszystko układa się dobrze, ogarnia go dezorientacja i "nuda", czeka aż coś się stanie; porządni, spokojni, czuli partnerzy są nieciekawi i porzucani – DDD może prowokować spokojnego partnera do kłótni lub go porzucić. błędne postawy rodzicielskie i opiekuńcze – powtarzanie zachowań rodziców lub antywzorzec, niskie poczucie bezpieczeństwa i opieranie go na kontroli, ludziach lub innych czynnikach zewnętrznych np. Bogu: DDD nie wie co jest normalne, musi zgadywać. W jego domu nic nie działo się zwyczajnie, świat nieustannie chwiał się w posadach. wadliwy system pobudzania i redukowania stanów napięcia w relacjach z drugim człowiekiem - wysoki poziom lęku, brak umiejętności odpoczywania, zabawy, szuka napięć i kryzysów, a potem skarży się na nie. Stan napięcia jest znany, tak jak i brak satysfakcji. przesadnie reaguje na zmiany, nad którymi nie ma kontroli. Wszystko co nowe wydaje mu się być niebezpieczne: ludzie, sytuacje, zachowania. zaburzone postrzeganie odpowiedzialności za siebie, za innych i za rzeczywistość: albo jest nadmiernie odpowiedzialny, albo nadmiernie nieodpowiedzialny - bardzo mu trudno wymierzyć granice tego, co zależy od niego, a co już nie. nieprawidłowości w systemie reakcji i obrony w relacjach uczuciowych. nieumiejętność rozpoznawania i respektowania granic swoich i innych osób: czuje się winny, ilekroć staje lub chciałby stanąć w obronie własnych praw - łatwiej mu troszczyć się o innych niż o siebie. jest lojalny do ostateczności nawet w obliczu dowodów na nielojalność wobec innych osób. Nie wie, kiedy jest wykorzystywany, a kiedy nie. trudności w wyrażaniu siebie, swojej rzeczywistości, emocji i stanów, niedostateczny poziom zrozumienia intencji, emocji i uczuć innych osób, problem ze stawianiem i realizowaniem celów: słomiany zapał - trudno mu przeprowadzić swe zamiary od początku do końca. Zapala się do pomysłu, ale nie wie jak dość do celu. nie dający się zaspokoić perfekcjonizm – nierealne ocenianie swoich możliwości i wymaganie od siebie doskonałości w każdym szczególe, prokrastynacja, autosabotaż jako mechanizmy ochrony przed braniem odpowiedzialności za porażkę, której DDD się spodziewa, brak umiejętności priorytetowania działań i dzielenia ich na etapy, duża ilość zachowań niekonsekwentnych, irracjonalnych, dziecinnych, domaga się natychmiastowego zaspokojenia zachcianek. Boi się, że jeżeli nie dostanie tego czegoś od razu, to może już nigdy nie dostać. reagowanie na problemy i konflikty ucieczką lub agresją, nie zna pojęcia rozwiązywania problemów, problemy się znosi lub wybucha. automatycznie poddaje się sytuacji, zamiast rozważyć inne możliwości. zaburzenia psychosomatyczne: bóle głowy, mięśni, serca, brzucha, wrzody żołądka, i inne z nerwicą włącznie, nałogowe zachowania, jak np. zakupoholizm, obsesyjne jedzenie, kompulsywne sprzątanie, pustka duchowa - nerwowa koncentracja na szczegółach życia codziennego, bez niezbędnego dystansu do spraw drobnych i wypływające stąd: rozpacz, desperacja i brak nadziei, brak umiejętności cieszenia się życiem, płytka emocjonalność, brak marzeń. traktuje siebie strasznie poważnie. Większość problemów uważa za tak wielkie, że przerastają miarę człowieka. DDD mają tendencję do balansowania między skrajnościami w danym temacie i ambiwalentnych zachowań w związkach. Np. od brania na siebie odpowiedzialności za cały świat, do unikania jej całkowicie i kłamania na każdy temat, balansowania między rozpaczliwym pragnieniem bliskości, a lękiem przed nią. Niekiedy w pewnych dziedzinach życia lub wobec konkretnych osób dana cecha przyjmuje jedną skrajność np. wzięcie pełniej odpowiedzialności za życie i uczucia rodzica, a z powodu przeciążenia w innych następuje unikanie odpowiedzialności. Zwłaszcza w przypadku sprzecznych komunikatów i oczekiwań otrzymywanych od rodziców, DDD może mieć duży takich wewnętrznych konfliktów i sprzeczności. Z powodu braku dystansu do siebie, DDD często nie potrafi powiedzieć co myśli, co czuje i jaki jest – jak się zachowuje. Przykładowe scenariusze ze względu na pełnioną w rodzinie rolę Przykład 1: bohater rodzinny – kiedyś dowartościowujący rodzinę odnosząc sukcesy w szkole, trzymający ją w garści przez przejęcie opieki nad rodzeństwem i niedojrzałymi rodzicami, świetnie czuje się w jasnych i przewidywalnych sytuacjach. Robi karierę w korporacji o dobrze określonej strukturze i jasnych zasadach awansu. Nie jest to raczej coś co kocha robić, ale dobrze płatny i szanowany zawód. Jest oddany, odpowiedzialny i obowiązkowy co czyni go cenionym pracownikiem, jednak mało ceni wartość swojej pracy, co sprawia, że może zarabiać poniżej swoich możliwości, często zostaje też na nadgodzinach, by udowodnić swoją wartość jako pracownika Może też uciekać w pracę popadając w pracoholizm. Jeśli uda mu się stworzyć rodzinę, to nie będzie jej poświęcał zbyt wiele czasu, raczej pełniąc rolę kontrolno-organizacyjną, unikając bliskości. W relacjach jest zdystansowany, opanowany. Jego emocje są zamrożone, nie potrafi o nich mówić. Bardzo źle radzi sobie ze spontanicznością swoich dzieci, mogą pojawić się problemy z agresją wobec nich, chęć „usadzenia ich, by były grzeczne”. Nie potrafi odpoczywać. Ciągła kontrola wszystkiego powoduje, że żyje w wiecznym napięciu, co odbija się na jego zdrowiu i może powodować sięgnięcie po używki. Przykład 2: kozioł ofiarny – wieczny buntownik i „to złe dziecko”, nie odnajdzie się w żadnej strukturze. Za to w przeciwieństwie do bohatera, może robić to co naprawdę chce robić, tylko robi to z marnym skutkiem. Brakuje mu dyscypliny i konsekwencji, zbyt duża ilość mechanizmów autodestrukcyjnych powoduje, że niszczy wszystko czego się dotyka. Duże prawdopodobieństwo, że podejmie działania przestępcze – bo „tego się można po nim spodziewać”. Jego relacje będą namiętne, toksyczne, balansujące między nadmierną bliskością a odrzuceniem i ranieniem. Nie tłumi emocji, ale nie potrafi o nich spokojnie rozmawiać. Może wiecznie walczyć z jakimś wrogiem – systemem, niesprawiedliwością – projektując na innych zachowania i cechy swoich rodziców. Nie potrafi odpuścić i zadbać o swoje życie, chce, by inni zrozumieli, zmienili się, uszanowali jego godność i dali prawo do dobrego życia. Nie potrafi go sobie dać sam. Przykład 3: maskotka – będzie miał 1500 znajomych na facebooku i zero prawdziwych przyjaciół. Nikt go naprawdę nie zna, nikt go nie traktuje poważnie. Powszechnie uchodzi za dobrego kumpla, „brata łatę”, wiecznie radosnego i imprezującego. Nikt nie wie co naprawdę czuje i z czym się męczy. Może radzić sobie z napięciem w samotności za pomocą różnych znieczulaczy. W pracy nie robi kariery, tu również nie jest traktowany poważnie, nie potrafi stawiać granic ani walczyć o swoje. Jest takim niby szczęśliwym przeciętniakiem, który nie wiadomo czemu nagle rzuca się i zaczyna dusić szefa. Pod uśmiechem, jest dużo nie wyrażonych emocji i pretensji, co sprawia, że może zacząć stosować bierną agresję i z czasem atmosfera wokół niego będzie coraz cięższa. Przykład 4: niewidzialne dziecko – jeśli nie ma zaburzeń psychicznych, które uniemożliwiają mu funkcjonowanie w społeczeństwie, którego nigdy się nie nauczyło, to będzie np. technikiem zakopanym w swojej jaskini, panią bibliotekarką schowaną wśród pułek, lub różnego rodzaju nerdem – członkiem wąskich społeczności fanów jakiś wymyślonych światów, książek czy gier. Najczęściej ma zbyt niską samoocenę, by potrafić zarabiać na swojej wiedzy i umiejętnościach, nie potrafi też negocjować. W relacjach jest mistrzem relacji niemożliwych, przeżywa romantyczne uniesienia w swojej głowie, bez jakichkolwiek działań w sferze fizycznej. Marzy o wielkiej miłości, ale ani nie wierzy, by na nią zasługiwał, ani nie potrafi się przełamać i wyjść z inicjatywą. A jeśli już coś zaiskrzy, to będzie to raczej związek z ignorującą ją osobą np. kobieta wejdzie w związek z mężczyzną uzależnionym od gier komputerowych, który zupełnie nie zwraca na nią uwagi. Możliwe, że będzie również na jej utrzymaniu, a ona ma siedzieć cicho i zająć się wszystkim. Terapia DDD/DDA Problematyka i metodologia w terapii DDA jest dość dobrze opisana w literaturze. Na potrzeby tej pracy chciałabym się skupić na różnicach pomiędzy DDD a DDA i związanych z nimi problemów i wyzwań w terapii. Temat DDA został w Polsce dobrze rozpropagowany. Towarzyszy mu coraz mniejsze piętno wstydu oraz łatwość skorzystania z terapii finansowanej przez NFZ. Wszystko to wspiera malejące poparcie społeczne dla nałogowego picia oraz stosowania przemocy fizycznej (po alkoholu i nie tylko). Dziecku alkoholika łatwiej namierzyć przyczyny swoich problemów i odnaleźć fachową pomoc. Przy innych przyczynach dysfunkcji w rodzinie jest to znacznie trudniejsze. Każdy dysfunkcyjny dom, czy to alkoholowy czy z innymi zaburzeniami, ma swoją specyfikę. Można jednak dostrzec pewne uniwersalne problemy, które pojawiają się lub są silniejsze w domach DDD gdzie problemem nie był alkohol. Nie raz słyszałam żale osoby DDD, że rodzic miał np. problemy emocjonalne, a nie pił, bo gdyby miał konkretne dowody w postaci butelek pozostawionych w domu, to łatwiej by było mu stwierdzić, że coś jest nie tak. Nie jest to takie pewne, bo DDA wypieranie prawdy o sytuacji w domu potrafiły doprowadzić do perfekcji, jednak jest to jakiś konkretny fakt, na którym można się oprzeć. W przypadku innych niż chemiczne uzależnienie przyczynach i objawach dysfunkcji, te dowodu są mgliste, niejednoznaczne i łatwe do podważenia. A nawet bardzo dorosłe dziecko potrzebuje żelaznych dowodów by podważyć obraz idealnego, albo choć wystarczająco dobrego rodzica, którym się karmiło przez lata. U DDD (poza uzależnieniami chemicznymi, które wpływają na zachowanie, wygląd i zapach) częściej niż u DDA nikt z zewnątrz nie jest świadkiem, ani nie domyśla się istnienia problemów w rodzinie. Choć trudno mówić, by dzieci z domu alkoholowego miały zbudowane poczucie bezpieczeństwa, to najczęściej zagrożenie było przewidywalne. Miało w sobie coś z rytuału – wiadomo było np, że jak rodzic wróci z pracy później tzn. że po pracy pił i jak wróci do domu to będzie szukał pretekstu do awantury. Dzieci osób z np. zaburzeniem czy chorobą psychiczną, nie znają najczęściej tej przewidywalności. Wszystko zależy od humoru i samopoczucia rodzica, które zależy od dziesiątek czynników i może zmienić się w każdej chwili. Oczywiście dziecko stara się znaleźć jakieś reguły, coś co może zrobić, by zapewnić sobie poczucie bezpieczeństwa. Mogą tutaj powstać bardzo irracjonalne przekonania, często sprzeczne – gdyż ta sama rzecz raz jest w porządku a raz pretekstem do awantury. Rozwija się silna empatia i dostrajanie do niestabilnego rodzica, by monitorować sytuację i reagować natychmiast. O ile dziecko DDA miało okresy względnego spokoju np. wiadomo było, że po kilku dniach picia jest kilka dni sielanki, to DDD często żyło w stałym poczuciu zagrożenia. O ile u DDA bardzo prawdopodobny jest scenariusz wypracowania sobie jakiejś roli - zachowań, które gwarantowały względne bezpieczeństwo (np. przekonanie, że mogą kontrolować sytuację), to u wielu DDD poczucie bezpieczeństwa jest doszczętnie zniszczone i dominują mechanizmy ucieczkowe lub obrona przez walkę. Różnica polega na tym, że o ile u DDA czasem wystarczy zmienić niedojrzały sposób zapewniania sobie bezpieczeństwa na zdrowszy, to u DDD trzeba zacząć od budowania poczucia, że w ogóle mogą być bezpieczne, a w ich życiu może być coś stałego i przewidywalnego, a w przypadku zmian mogą sobie świetnie radzić. Podstawowe trudności w terapii są wspólne dla wszystkich DDD bez względu na rodzaj uzależnienia czy dysfunkcji: silny brak wiary w to co DDD dostrzega i pamięta – wynika ze stosowanych latami presji i manipulacji nakazujących widzieć świat takim, jak oczekują tego rodzice i nie dostrzegać tematów tabu, brak kontaktu ze swoimi emocjami, zamrożenie i wypieranie emocji, silne niedojrzałe mechanizmy obronne: wyparcie, projekcja, przeniesienie, rozszczepienie i inne, przyzwyczajenie do mówienia na zewnątrz tego „co wypada”, co ludzie oczekują usłyszeć, zamiast tego co DDD naprawdę myśli i czuje, lęk przed potępieniem za mówienie prawdy na temat tego co się działo w domu, brak wiedzy i różne mity na temat samego procesu rozwoju dziecka, jego psychiki i emocji np. że dzieci nic nie pamiętają z wczesnego dzieciństwa, są zbyt głupie, by zrozumieć co rodzic do nich mówi itp., głęboko zakorzenione przekonania i normy na zasadzie „bo tak jest”, przyzwyczajenie, że nie weryfikuje się słów i teorii, nie zadaje pytań, nie podważa, tylko przyjmuje bez szemrania to co mówią rodzice i jest to ważne i prawdziwe, do momentu gdy nie zmienią zdania na ten temat, wzorce współuzależnienia, które rozwijają się u drugiego rodzica i dzieci, silne uwiązanie emocjonalne, a często i materialne Dorosłego Dziecka od rodziny, które utrudnia nabranie dystansu i uniezależnienie się, ciągłe oczekiwanie na nagrodę lub zadośćuczynienie od rodziców, zmowa milczenia w całej rodzinie, groźby ostracyzmu rodzinnego w przypadku „mówienia źle” o rodzinie. Rodzina woli poświęcić krzywdzonego członka, niż zmierzyć się z problemem. Trudności w terapii DDD wynikają z: obecności samej przemocy psychicznej i nadużyć emocjonalnych, które łatwo bagatelizować tłumacząc nadwrażliwością lub „przewidzeniami”, braku bezpośredniej przemocy, gdy dziecko obrywa rykoszetem w walce rodziców, przeciągane przez każdego z nich na jego stronę, rozrywane konfliktem lojalności, pragnieniem uzyskania miłości i akceptacji obojga rodziców, co jest niewykonalne przy sprzecznych oczekiwaniach jakie ma każde z nich; jak dziecko ma normalnie myśleć, jeśli każdy rodzic mówi coś innego, nawzajem się oskarżają – bez usunięcia tej sprzeczności przez inną osobę dorosłą, w dziecku narodzi się wiele wewnętrznych konfliktów i mechanizmów autodestrukcji, przekonań i norm społecznych, w których dana osoba się wychowała i które nadal panują w jej otoczeniu np. rodzica należy czcić, rodzic zawsze kocha swoje dzieci i chce dla nich jak najlepiej, rodzice krytykują nas (lub biją) dla naszego dobra byśmy wyrośli na dobrych ludzi itp., społecznych presji i pozytywnego odbioru dysfunkcyjnych dla rodziny zachowań jak pracoholizmu („tak ciężko pracuje, by utrzymać rodzinę”), fanatyzmu religijnego czy innego („to taki święty człowiek”, „ona jest tak społecznie zaangażowana, każdemu pomoże”), poświęcenia rodziców dla jednego – chorego dziecka itp., braku wiedzy i niechęci do rozmawiania o chorobach i zaburzeniach psychicznych – z powodu ryzyka dziedziczenia oraz etykietki „dziecka wariata”, wtórnej wiktymizacji społecznej ofiar przemocy seksualnej („pewnie sama chciała”, „prowokowała go”, „gdyby tego nie lubiła, to by komuś powiedziała” itp.), społecznego potępienia dla wspominania o niezaspokojonych własnych potrzebach w sytuacji gdy rodzinę dotknęła tragedia np. ciężka choroba jednego z członków („jesteś egoistą, powinieneś zrozumieć i wesprzeć rodziców”), najczęściej braku świadków zachowania rodzica wobec dziecka, gdyż przemoc dotyczy tylko domowników i odbywa się za zamkniętymi drzwiami, a na zewnątrz rodzic może uchodzić za szanowaną i „świętą” osobę, niestety dzieci DDD mają często za sobą nieudane próby uzyskania pomocy u np. nauczycieli i pedagogów szkolnych, którym się zwierzyły, a następnie rodzic „wytłumaczył” potencjalnemu ratownikowi, że dziecko kłamie, że ma z nim problemy itp. co skończyło się tylko pogorszeniem sytuacji w domu i poczuciem zniszczonego zaufania i odrzucenia na zewnątrz – to jeden z powodów dla których tak trudno DDD zgłosić się na terapię i mówić o swoich problemach, nastawienia samych terapeutów, nie mających doświadczenia w temacie głębszych dysfunkcji w rodzinie, sprowadzających opowieści pacjenta do tego co zna, czyli „nieporozumień i zwykłych konfliktów” w rodzinie, np. trudność w rozpoznaniu subtelnych manipulacji jak podwójne wiązanie, braku doświadczenia i odporności terapeutów na pracę z pacjentami, którzy doświadczyli ciężkich traum, braku wiedzy i cierpliwości pozwalającej terapeucie pracować z osobą o głęboko „spranym mózgu”. Przemoc pod wpływem alkoholu łatwiej jest zrozumieć i zaakceptować zarówno dziecku jak i otoczeniu. Mamy do czynienia z chorym człowiekiem, który miał ograniczoną poczytalność pod wpływem alkoholu. W przypadku gdy stanowi bezpośrednie zagrożenie – można wezwać policję – poziom alkoholu można zmierzyć, pijany rodzic zostanie zabrany na izbę wytrzeźwień a rodzinie może zostać założona Niebieska Karta. Jeśli nie ma jeszcze zbyt dużych zmian w mózgu i pijący rodzic podejmie terapię uzależnień (skutecznie, dzięki własnej motywacji) to przemoc się zakończy. Sprawa się komplikuje gdy w grę wchodzą różnego rodzaju zaburzenia psychiczne. Nie świadczą one o niepoczytalności, raczej o zniekształconym postrzeganiu rzeczywistości. Dla dziecka, związanego przez lojalność wobec rodzica, które dla utrzymania choć złudzenia bezpieczeństwa potrzebuje obrazu rodzica, który może jest „trudny”, ale kocha i chce dobrze, akceptacja „zła” w rodzicu może być niemożliwa do przeskoczenia. Tematyce urazu psychicznego związanego z doświadczaniem przemocy są poświęcone badania i specjalnie dopasowane terapie. Coraz częściej mówi się, ze sytuacja psychiczna dzieci, które przez długi czas doświadczały przemocy w domu rodzinnym, nie różni się tak bardzo, a wręcz może być trudniejsza od sytuacji żołnierzy, którzy po postrzeleniu wrócili z wojny z objawami silnego stresu pourazowego. Dzięki tym badaniom rozwiano wiele mitów i wątpliwości na temat zachowań ofiar przemocy, które wydawały się podważać ich wiarygodność np. amnezji, balansowania między wypieraniem się wspomnień a rozpaczliwym pragnieniem opowiedzenia komuś o tym co się stało. Chciałabym tutaj zwrócić uwagę na reakcję sprawcy przemocy i pozostałych osób w otoczeniu dziecka. W książce Judith Lewis Herman, zajmująca się ofiarami kazirodztwa w swojej książce „Przemoc. Uraz psychiczny i powrót do równowagi” napisała: „Badania nad urazem psychicznym zmuszają do spojrzenia na bezradność człowieka w świecie, a jednocześnie na istniejącą w ludzkiej naturze zdolność do zła. Poszukujący staje się świadkiem straszliwych wydarzeń. Jeśli w grę wchodzi naturalna katastrofa czy „zrządzanie losu”, świadek może bez przeszkód współczuć ofiarom. Kiedy jednak traumatyczne wydarzenie jest dziełem ludzkich rąk, obserwator zostaje uwikłany w konflikt między ofiarą o prześladowcą. Wówczas zachowanie moralnej neutralności jest niemożliwe. Świadek zmuszony jest do zajęcia stanowiska. Najłatwiej stanąć po stronie sprawcy nieszczęścia, ponieważ prześladowca żąda od nas jedynie bezczynności. Apeluje do powszechnej skłonności by „nie widzieć, nie słyszeć i milczeć”. Ofiara przeciwnie – domaga się, byśmy wzięli na siebie część jej cierpienia. Ofiara żąda działania, zaangażowania i pamięci.” (Herman J. L.„Przemoc. Uraz psychiczny i powrót do równowagi”, 2003, s 17.) Sprawca przemocy podejmuje wiele działań, by zatuszować swoje działania. Wyjaśniają one sens tak charakterystycznego dla rodzin DDD izolowania się od otoczenia, oraz oczerniania mówiącego o problemach w domu dziecka czy innego członka rodziny. „Chcąc uniknąć odpowiedzialności za swoje zbrodnie, sprawca robi wszystko, co w jego mocy, by doszło do zapomnienia. Głównymi jego sprzymierzeńcami są tajemnica i milczenie. Jeśli tajemnica zostaje odkryta, sprawca próbuje podważyć wiarygodność swojej ofiary. Jeśli nie może całkowicie jej uciszyć, usiłuje upewnić się, że nikt nie będzie jej słuchał. W tym celu przytacza argumenty o imponującej różnorodności: od bezczelnego zaprzeczenia po najbardziej wyrafinowane i eleganckie racjonalizacje. Po każdym akcie przemocy można spodziewać się tych samych tłumaczeń: wcale do tego nie doszło; ofiara kłamie; ofiara przesadza; ofiara sama jest sobie winna, a w każdym razie czas zapomnieć o przeszłości i zacząć żyć normalnie. Im potężniejszy prześladowca, tym większy ma wpływ na kreowanie oraz interpretację rzeczywistości i tym bardziej prawdopodobne, że jego punkt widzenia zwycięży. Argumenty sprawcy wydają się nie od odparcia, jeśli obserwator spotyka się z nim samotnie. Bez wsparcia innych świadek zwykle ulega pokusie, by odwrócić oczy. Dzieje się tak nawet wtedy, gdy ofiara jest podziwianym i cenionym członkiem społeczeństwa. (…) Jeśli zaś ofiara już z definicji stoi na dyskryminowanej pozycji (tak jak kobieta czy dziecko), odkrywa często, że najbardziej dramatyczne wydarzenia w jej życiu rozgrywają się poza obrębem rzeczywistości uznawanej przez społeczeństwo. Nie ma sposobu na opowiedzenie o swoich przejściach” (Ibidem, s 18.) Większość rodziców jest wystarczająco dobra. Ma lepsze i gorsze momenty, jednak na miarę swoich możliwości stara się najlepiej jak potrafi. W społecznej percepcji pokutuje przekonanie, że rodzic zawsze kocha i zawsze chce dobrze dla dziecka. I rzeczywiście często tak jest w terapii, że prowadzi ona do akceptacji przez dorosłe dziecko tego, że pewne jego potrzeby nie były zaspokojone, ale też docenienia tego co było wartościowe i cenne i zbudowania ciepłej, dorosłej relacji z rodzicem pozbawionej dawnych żali i pretensji. Jednak w przypadku silnych zaburzeń osobowości u rodzica, zwłaszcza zaburzenia dramatyczno-niekonsekwentne (typu B), takich pozytywnych obszarów nie jest wiele, a skala przemocy wobec dziecka może być trudna do uwierzenia dla osoby, która nie jest bezpośrednim jej świadkiem -w tym dla terapeuty bez doświadczenia w pracy z tym tematem, co prowadzi do oskarżeń pacjenta o koloryzowanie. Zaburzenia osobowości typu B (antyspołeczne zaburzenie osobowości, zaburzenie osobowości z pogranicza - inna nazwa: zaburzenie osobowości borderline, histrioniczne zaburzenie osobowości narcystyczne zaburzenie osobowości) są najbardziej dotkliwe społecznie i sieją największe spustoszenie w otoczeniu zaburzonej osoby, która jest kompletnie niezdolna do zbudowania zdrowego, trwałego związku. Taka osoba wprowadza chaos, przemoc i destrukcję w każdym środowisku, do którego trafi. Zaburzenia typu B mają cechy wspólne takie jak: lekceważenie norm współżycia społecznego, agresywność, impulsywność, beztroskie stwarzanie zagrożenia dla siebie i innych, obrażanie, krzywdzenie, okradanie, wykorzystywanie, okłamywanie innych, brak odpowiedzialności i zdolności do oceny skutków swoich czynów, ubóstwo emocjonalne, brak empatii i poczucia winy po wyrządzeniu komuś krzywdy. (Kossak A. , „Zaburzenia osobowości”, ) W przypadku np. narcystycznego zaburzenia osobowości, rodzic może realizować przez większość czasu zachowania jednego z 3 typów: ignorujący – to rodzic zapatrzony w siebie i zajmujący się tylko sobą, potrzeby i emocje dziecka się zupełnie nie liczą – rodzice realizuje się na zewnątrz domu, dopóki dziecko nie sprawia „większych problemów” rodzicowi, on je ignoruje i nie wykazuje zachowań agresywnych. Następuje porzucenie emocjonalne a często i fizyczne dziecka, zaniedbanie wielu jego potrzeb, absorbujący – rodzic wymaga, by życie dziecka kręciło się wokół niego, by dziecko było na każde zawołanie i spełniało każde oczekiwanie. W przypadku odmowy rodzic obraża się lub robi scenę dziecięcego szału, szybko mu jednak przechodzi i za chwilę potrafi być ponownie czarujący. perwersyjny – to rodzaj zachowa z pogranicza zaburzenia narcystycznego i antyspołecznego – wiąże się ze stosowaniem dużej ilości przemocy i notorycznym przekraczaniem granic dziecka – można wręcz mówić o prześladowaniu dziecka za nie spełnianie oczekiwań rodzica. Rodzic oczekuje od dziecka, by zaspokajało jego narcystyczne potrzeby, odmowę - wszelkie pragnienie dziecka, by wyrażać się i żyć po swojemu, traktuje jako osobistą zniewagę, która zasługuje na jak największą karę. To właśnie ten typ zaburzonych osób odpowiada za prześladowania zakończone samobójstwem ofiary. Celem tej przemocy jest zniszczenie psychiczne i często fizyczne ofiary. Taki rodzic konsekwentnie niszczy samoocenę dziecka, rzuca mu kłody pod nogi, by nigdy się nie uniezależniło, oczernia je przed światem zewnętrznym, zawstydza publicznie itp.. Brak empatii i jakichkolwiek hamulców sprawia, że agresor nie cofnie się przed niczym, by osiągnąć swój cel – zmusić dziecko do powrotu na wyznaczone mu miejsce lub zniszczenie go. Jednocześnie może oczekiwać czci jako „dobry rodzic” i „wspaniały człowiek”. Osoby z narcystycznym zaburzeniem osobowości potrafią być czarujące, świetnie manipulować i z łatwością przeciągać otoczenie na swoją stronę odgrywając kochającego dobrego rodzica trudnego dziecka. W przypadku narcyzmu perwersyjnego (rodzaj przemocy z nim związany dobrze opisuje Marie-France Hirigoyen w książce „Molestowanie moralne. Perwersyjna przemoc w życiu codziennym”, 2012) dziecku trudno uwierzyć w to, że rodzic naprawdę chce zrobić mu krzywdę. To przerażające dla dziecka widzieć nienawiść w oczach rodzica i satysfakcję jaką mu daje sprawianie mu cierpienia. Tym bardziej, że często nikt nie potwierdza jego rzeczywistości, obwiniając go o próbę oczerniania troskliwego rodzica. Takie doświadczenia mogę prowadzić do silnych problemów psychicznych w młodym wieku, depresji i działań autodestrukcyjnych. Dlatego tak ważne jest odpowiednio wczesne udzielenie dziecku wsparcia. W przypadku narcyzmu perwersyjnego, konieczne jest odizolowanie rodzica od dziecka, a gdy na terapię przychodzi dorosła osoba – daleka wyprowadzka i ograniczenie lub zerwanie kontaktów, gdyż taki rodzic nie wybacza, nie przyjmuje do wiadomości własnych błędów i za wszelkie problemy i konsekwencje związane z „wygadaniem się dziecka” obwini je i przepełniony nienawiścią będzie się mścił (o wadach i zaletach różnych sposobów stawiania granic i ograniczania kontaktów z narcyzami można poczytać w anglojęzycznej publikacji „You’re Not Crazy – It’s Your Mother Understanding and healing for daughters of narcissistic mothers” autorstwa Danu Morrigan). Niestety narcystyczne zaburzenie osobowości, obok antyspołecznego, najmniej podlega terapii – zaburzone osoby nie widzą jakiegokolwiek problemu po swojej stronie i najczęściej na terapię w ogóle nie trafiają. Pozostaje się chronić, uczyć stawiać granice i niwelować szkodliwe skutki swoistego prania mózgu, jakie przechodzą dzieci zaburzonych rodziców. Nieco inne doświadczenia, aczkolwiek równie uciążliwe i niszczące mają dzieci rodziców borderline – doświadczają zawłaszcza dużych huśtawek emocji – rodzic raz kocha a raz nienawidzi, balansuje między skrajnościami a dzieci wraz z nim. W przypadku zaburzeń antyspołecznych przemoc może być bardziej bezpośrednia, bez ochrony wizerunku, choć inteligentny rodzic będzie się dobrze krył przed wymiarem sprawiedliwości. W przypadku histrionicznego zaburzenia osobowości dziecko może mieć np. matkę, która teatralnie odkrywa rolę cierpiącej i wciąga dzieci w swoje rzeczywiste i urojone problemy, eksploatując ich emocjonalnie i życiowo. Z innej grupy bezpośrednio niebezpieczna dla dziecka może być osobowość paranoiczna, której towarzyszy agresja. Najczęściej skierowana jest przeciwko małżonkowi, ale dziecko może oberwać rykoszetem. Innym trudnym do odkrycia zjawiskiem maltretowania dzieci jest Zespół Munchausena. Dotyczy on matek, które wywołują u dziecka objawy chorobowe, by zwrócić uwagę na siebie – jako osobę „kochającą” i niezwykle „oddaną dziecku”. Niekiedy ogranicza się to tylko do opowiadania o rzekomych chorobach i trudnościach dziecka, może jednak skończyć się na działaniach medycznych i fizycznych, prowadzących nawet do operacji dziecka i jego zgonu. W ramach tej pracy nie jestem w stanie opisać wszystkich możliwości, rodzajów i przyczyn przemocy i innych dysfunkcji w rodzinie. To bardzo szeroki temat. Chciałam jedynie zwrócić uwagę na to, że pozornie normalni i w miarę zdrowo funkcjonujący w społeczeństwie rodzice, w domu mogą pokazywać zupełnie inne oblicze, stosując wobec dzieci przemoc, molestowanie i nadużycia różnego typu. To wielkie wyzwanie dla pedagogów, by potrafić wychwycić potencjalne problemy i odpowiednio wcześnie udzielić dziecku i całej rodzinie wsparcia. To także wyzwanie dla terapeutów, do których przychodzą dorosłe już dzieci wywodzące się z dysfunkcyjnych rodzin. Pewne metody terapeutyczne okazują się być w terapii DDD zupełnie nieskuteczne (jak psychoanaliza – która może trwać latami, a pacjent będzie mówił o tym czego jest świadom – czyli niewiele, lub to, co jego zdaniem oczekuje terapeuta), lub też ich skuteczność jest ograniczona (behawioralno-poznawcza i inne nastawione na pracę na dzisiejszych emocjach i zachowaniach). Także terapeuta specjalizujący się w innych tematach, nie dostrzeże pewnych schematów i manipulacji, co więcej może pogorszyć sprawę przez wtórną wiktymizację ofiary lub w drugą stronę – niedostrzegania jej uwikłania, intencji i wtórnych korzyści z tkwienia w takich układzie. „Kierunki terapeutyczne, które mocno opierały się na analizie doświadczeń z dzieciństwa, odeszły od omawiania przeszłości, koncentrując się na tu i teraz. Obecnie kładzie się nacisk na badanie i zmianę zachowań, związków i funkcji. Uważam, że ta zmiana akcentu wynika z tego, że pacjenci nie godzą się na terapię tradycyjną, która wymaga ogromnego nakładu czasu i pieniędzy przy, często, minimalnych rezultatach. Sama jestem wielką zwolenniczką krótkoterminowej terapii, która skupia się na zmianie destrukcyjnych wzorców zachowań. Ale doświadczenie nauczyło mnie, że nie wystarczy leczenie symptomów, należy także zająć się ich źródłem. Terapia jest najbardziej efektywna wtedy, gdy biegnie podwójnym torem: z jednej strony zmiana obecnego autodestrukcyjnego zachowania, z drugiej - uwolnienie się od traumy przeszłości.” (Forward S., „Toksyczni Rodzice”, 1992, s. 5) W terapii DDA/DDD duża jest skuteczność różnych form terapii grupowych i warsztatów. Pozwalają one przełamać opór przed mówieniem o sobie i sytuacji w domu i uzyskać akceptację i wsparcie a także nauczyć się i ćwiczyć zdrowe metody komunikacji. W przypadku gdy dzieci są niepełnoletnie lub studiują i nadal mieszkają z rodzicami, przy woli i zaangażowaniu wszystkich stron, pomocna może być systemowa terapia rodzinna. Jednak najczęściej mamy do czynienia z dorosłą osobą, która po wyprowadzce z domu, na którymś etapie swojego samodzielnego życia – trudnościach w wejściu związek, problemach w pracy, odkryciu, że np. nie radzi sobie ze złością wobec dzieci, pojawiającym się własnym uzależnieniu, postanawia sięgnąć po pomoc. I tu najlepsza jest terapia indywidualna w nurcie humanistycznym. Osoba DDD przychodząca na terapię nie zawsze do końca zdaje sobie sprawę z tego, że jej problemy w dorosłym życiu wiążą się z domem rodzinnym. W terapii nie chodzi też, by jej taką interpretację narzucać, ale by pomóc pacjentowi zrozumieć jego zachowanie i je zmienić. Wszystko to sprawia, że polecaną przeze mnie metodą terapii DDD jest terapia regresywna za pomocą regresingu niehipnotycznego. Bibliografia 1. Książki: Atras Anna, (2003), „Zanim rodzina Cię wykończy i zanim Ty wykończysz rodzinę”, wyd. Tara Bradshaw John, (1994), „Zrozumieć rodzinę. Rewolucyjna droga odnalezienia samego siebie”, Instytut Psychologii Zdrowia i Trzeźwości Bradshaw John, (2008), „Powrót do Swego Wewnętrznego Domu”, Wydawnictwo Medium Evans Patricia, (2010), „Dyktatorzy emocjonalni. Jak radzić sobie z ludźmi, którzy chcą kontrolować nasze życie”, Wydawnictwo Helion Forward Susan, (1992) „Toksyczni rodzice”, Agencja wydawnicza Herman Judith Lewis, (2003), „Przemoc. Uraz psychiczny i powrót do równowagi”, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne Hirigoyen Marie-France, (2012), „Molestowanie moralne. Perwersyjna przemoc w życiu codziennym”, Wydawnictwo W Drodze Karpowicz Paweł, (2007), „Terapia wewnętrznego dziecka”, Enateia Kawula Stanisław, Brągiel Józefa, Janke Andrzej, (2012) „Pedagogika rodziny obszary i panorama problematyki”, Wydawnictwo Adam Marszałek Krakowiak Robert, (2002 ), „Dzieci regresji. Terapia dzieciństwa.”, Duchowa Widza Mellody Pia, (1993), „Toksyczne związki. Anatomia i terapia wspóluzależnienia”, Jacek Santorski & CO Miller Alice, (2007), „Dramat udanego dziecka”, wyd. Media Rodzina Miller Alice, (2010), „Zniewolone dzieciństwo. Ukryte źródła tyranii”, wyd. Media Rodzina Morrigan Danu, (2012), „You’re Not Crazy – It’s Your Mother Understanding and healing for daughters of narcissistic mothers”, Darton, Longman and Todd Ltd (wersja pdf) Ochmeński Marian, (1993), "Nadużywanie alkoholu przez ojców a sytuacja domowa i szkolna dzieci", Ryś dr hab. Maria, „Role pełnione w rodzinie z problemem alkoholowym a poczucie własnej wartości i relacje interpersonalne z najbliższymi u Dorosłych Dzieci Alkoholików”, Kwartalnik Naukowy 4(8)2011 Timmen L. Cermak, (2010), „Czas na wyleczenie. Przewodnik”, Charaktery Sp. z Timmen L. Cermak, Rutzky Jacques, (1998), „Czas uzdrowić swoje życie. Przewodnik do pracy nad sobą. Kroki w stronę zdrowienia DDA”, Państwowa Agencja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych Ziemska Maria, (1997) „Rodzina a osobowość”, Wiedza Powszechna Żądło Leszek, (1997), „Tajemne Moce Umysłu”, Sadhana 2. Artykuły i strony www Kossak Anna, „Zaburzenia osobowości”, ( Kucińska Marzenna, „Bohater, maskotka, niewidzialne dziecko”. Magazyn „Charaktery” (2002-3) Prajsner Mira, „Rodzina dysfunkcjonalna”, ( Rosińska Ewa, „Uwarunkowania zachowań agresywnych u dzieci”, ( Wikipedia, ( Żądło Leszek, „Terapie regresywne”, ( Czy ten artykuł był dla Ciebie pomocny?
W swych kolekcjach miały ją tysiące fanów. Tytułowy utwór był jednym z pierwszych hymnów młodego pokolenia początku lat 80. Mija właśnie 30 lat od ukazania się na rynku „Dorosłych dzieci” - debiutanckiego albumu poznańskiego Turbo. To jedna z najważniejszych płyt w dziejach polskiego protest song na długie lata naznaczył działalność grupy. Do dziś kojarzy się z nią najmocniej. - Zagrałem "Dorosłe dzieci" tysiąc, a może i dwa tysiące razy w życiu - wspomina Wojciech Hoffmann, gitarzysta i główny kompozytor Turbo. - Ten numer przylgnął do nas jak wrzód. Nie powiem do czego - śmieje się Grzegorz Kupczyk - wokalista, który przez długi czas wspólnie z nim tworzył trzon poznańskiego zespołu. Obaj są zgodni, że historia trochę niesprawiedliwie obeszła się z pozostałymi piosenkami, które znalazły się na płycie wydanej w 1983 Kiedy przypominaliśmy ją na koncertach, miałem wrażenie, że część publiczności kompletnie nie kojarzy utworów innych niż tytułowy. A przecież to są świetne piosenki - mówi jakby nadal zdziwiony Hoffmann. Trudno tego zdziwienia nie podzielać. "Szalony Ikar", "Przegadane dni" czy "Toczy się po linie" to pierwsze heavymeta-lowe hymny z prawdziwego zdarzenia, jakie napisano w Polsce. I to napisano nie byle jak. Słuchając ich po latach, trudno nie docenić dbałości o dynamikę i kompozycyjny rozmach. Podczas jubileuszowego tournee z okazji XXX-lecia "Dorosłych dzieci" w tym roku, Turbo sięgnęło po niektóre z nich po raz pierwszy od ćwierćwiecza. - To zaskakujące, że po tak długim czasie te piosenki brzmią mocniej niż kiedykolwiek wcześniej - nie kryje zdumienia jak niebo, bez cienia uśmiechuNad pierwszą płytą Turbo, powstałego w 1980 roku z inicjatywy basisty Henryka Tomczaka, pracował trzeci skład zespołu. To on zaproponował Hoffmannowi dołączenie do nowej grupy po rozwiązaniu ich poprzedniej kapeli Heam. Pomiędzy obydwoma muzykami bardzo szybko zaczął narastać konflikt o przywództwo. Jego finał był zaskakujący: to Tomczak opuścił szeregi formacji, a gitarzysta skupił w swych rękach całą władzę. Jedynym śladem po założycielu jest na "Dorosłych dzieciach" przedostatni utwór "Mówili kiedyś", wyraźnie bliższy starszej, hardrockowej tradycji. Reszta to w zdecydowanej większości dzieło Hoffmanna, perkusisty Wojciecha Anioły oraz muzyków zwerbowanych z innych poznańskich formacji. - W 1981 roku byłem jurorem podczas przeglądu kapel w nieistniejącym już domu kultury przy poznańskim Stomilu. To tam wypatrzyłem najpierw Piotrka Przybylskiego, wówczas basistę grupy Equinox, oraz Andrzeja Łysowa, który grał na gitarze w zespole Kredyt. Od razu zaproponowałem im członkostwo w Turbo - wspomina z Łysowem w Kredycie występował Grzegorz Kupczyk. Hoffmann nie zwrócił na niego uwagi. Wiedząc, że dotychczasowy wokalista Turbo - nieżyjący już Piotr Krystek - chce odejść z grupy, Kupczyk sam zaoferował swoje usługi. Z początku zupełnie nie przekonał Pamiętam, że dostałem dwa tygodnie na przygotowanie materiału. Opanowałem go "na blachę" już po czterech dniach. Wydawało mi się, że śpiewam dobrze, ale kiedy pojawiłem się na próbie, głos strasznie mi się chwiał. Beczałem jak koza. Cytując fragment "Szalonego Ikara", byłem "blady jak niebo i bez cienia uśmiechu". O przyjęciu mnie do zespołu zadecydowały jednak dwa argumenty: szybko opanowałem cały materiał i byłem na miejscu - wspomina wokalista, którego kandydaturę szczególnie mocno popierał Wojciech krew i graj dalejBył grudzień i wszystko wskazywało na to, że zespół - silniejszy niż kiedykolwiek dotąd - ruszy wreszcie z kopyta. Plany te przerwał generał Wojciech Jaruzelski. - Pamiętam, że tuż po moim dołączeniu do grupy poszliśmy do mieszkania Janusza Maślaka, menadżera Turbo. Andrzej Łysów, Piotr Przybylski i ja podpisaliśmy tego dnia umowy z Estradą Poznańską na angaż w zespole. To była sobota. Na kolejny poniedziałek mieliśmy już zaplanowaną próbę, ale w niedzielę Jaruzelski ogłosił stan wojenny. Musieliśmy wstrzymać większość działań - wspomina związku z obowiązującym zakazem zgromadzeń, Turbo nie grało nawet prób. Hoffmann komponował jednak materiał w wynajętym mieszkaniu na poznańskim os. Kosmonautów. - Do dziś mam kasety, kultowe, 90-minutowe "stilonki" z zapisem tych moich muzycznych szkiców. Grałem na gitarze i wyłem do tego jak jakiś kojot. Okropne to było - śmieje się roku później grupa mogła ponownie spotkać się na próbach i przygotować się do wejścia do studia. Materiał, który ostatecznie trafił na "Dorosłe dzieci" rejestrowano w Rozgłośni Polskiego Radia w Szczecinie w trakcie trzech sesji: w lipcu, wrześniu i listopadzie 1982 roku. Do dyspozycji muzyków był szesnastośladowy magnetofon oraz sprowadzony z USA stół mikserski. Jeszcze przed wejściem do studia Turbo zagrało ponad sto koncertów w całym kraju. Często były to dwa występy dziennie, co odbiło się na kondycji Przed koncertem we Wrocławiu powiedziałem Wojtkowi, że gardło odmawia mi współpracy, ale jakoś dam radę. W tamtym czasie funkcjonowało w Turbo powiedzenie: "zetrzyj krew i graj dalej". Przez jakiś czas postępowałem w jego myśl. W pewnym momencie jednak zacząłem autentycznie tracić głos. Barwą podobną do Himilsbacha poprosiłem Wojtka o przerwanie koncertów, ale on w ogóle nie chciał o tym słyszeć. W Jelczu zdołałem zaśpiewać tylko dwa utwory. Później po prostu odebrało mi mowę. Kiedy zobaczył mnie laryngolog, stwierdził, że - gdybym jakimś cudem zaśpiewał jeszcze jeden koncert - nie mówiłbym już nigdy. Moje struny głosowe były dosłownie naderwane - wspomina Kupczyk. Do śpiewania mógł wrócić dopiero po kilku miesiącach nagrań było dziewięć kompozycji, zgrabnie balansujących na granicy hard rocka spod znaku Deep Purple oraz nurtu New Wave of British Heavy Metal (nowa fala brytyjskiego heavy metalu). Wyraźnie heavymetalowy sznyt piosenek był zasługą Przybylskiego, który zaraził Hoffmanna miłością do Iron To dzięki Piotrkowi poznałem dwie pierwsze płyty Maiden ("Iron Maiden" i "Killers" - przyp. red.). Kiedy przyniósł je nam na próbę, po prostu oszalałem na ich punkcie. Były ostre i melodyjne zarazem. Słuchałem ich na okrągło - wspomina Czasy były takie, że nikt nie próbował na siłę szukać oryginalności. Polskie zespoły usiłowały gonić swych zachodnich idoli i po swojemu "odrabiać lekcje". Jednak nawet pomimo czytelności wzorców, Turbo miało swój styl. Zawsze poznam grę Hoffmanna i patenty wokalne Grześka - nieważne, czy będą to "Dorosłe dzieci", czy dużo ostrzejszy "Last Warrior" - mówi Jarek Szubrycht, redaktor naczelny portalu T-Mobile Music Online i lider grupy Lux kompozytorem muzyki do większości utworów na płycie jest Wojciech Hoffmann, to znajdziemy tu również kilka piosenek będących efektem jego współpracy z pozostałymi członkami ówczesnego Turbo. Już otwierający całość "Szalony Ikar" to efekt wysiłku, jaki podjął razem z Łysowem i Kupczykiem. Ten ostatni sam napisał muzykę do zagranej w stylu Scorpions ballady "Pozorne życie". - Znając Wojtka przez te wszystkie lata, wciąż dziwię się, że dopuszczał mnie do komponowania, korzystał z moich pomysłów i sugestii. Bywał despotycznym szefem. Uważam jednak, że stanowiliśmy zgrany duet. Nie potrafię tego wytłumaczyć, ale zdecydowana większość materiału powstawała bardzo łatwo. On grał pierwsze akordy, ja po chwili zaczynałem śpiewać i tak rodziły się kolejne utwory - wspomina Grzegorz najważniejsza w mniemaniu fanów, tytułowa piosenka ma nieco inny rodowód. Otwierający ją akustyczny motyw Hoffmann skomponował jeszcze w 1980 Pamiętam doskonale ten moment. "Dorosłe dzieci" powstały na samym początku Turbo. Riff wpadł mi do głowy, gdy siedziałem w kinie Kosmos za ekranem i ćwiczyłem na gitarze. Przez dwa lata piosenka w tej formie była tylko na taśmie. Kiedy zaczęliśmy próby w nowym składzie, pomyślałem, że wspólnie z Andrzejem Łysowem uda się tę piosenkę ładnie zaaranżować na gitary. Od razu czuliśmy, że to będzie wielki przebój. Sprawdziło się - opowiadał muzyk na łamach "Głosu Wielkopolskiego". Utwór dotarł do pierwszego miejsca listy przebojów Marka Niedźwieckiego w radiowej Trójce. Pewnie zostałby na nim dłużej, ale w tym samym czasie popularność zyskiwał inny hymn pokoleniowy - "Autobiografia" - zdań misterny szykZarówno utwór, jak i cała płyta "Dorosłe dzieci" to nie tylko muzyka. Nie mniej ważne są teksty piosenek. Autorem wszystkich jest nieżyjący już Andrzej Sobczak, odpowiedzialny również za "Przeżyj to sam" Lombardu - kolejny hymn dorastającego w latach 80. Teksty Andrzeja były na swój sposób bardzo polityczne. Nie byliśmy zespołem walczącym, choć oczywiście w głębi serca chciałem, żeby ten system się rozpieprzył. Interesowała mnie jednak przede wszystkim muzyka. Muszę przyznać, że do pewnego momentu teksty nie miały dla mnie znaczenia. Przed paroma laty zacząłem się zastanawiać, dlaczego ludzie najbardziej lubią utwory z naszych pierwszych płyt. Dotarło do mnie wreszcie, że z ich tekstami można się było w pełni utożsamić. Podobnie jak dziś z kawałkami Kazika czy Grabaża - rozmyśla z osób, które nadal utożsamiają się z tekstami, jakie Sobczak pisał dla Turbo jest Adam Nergal Darski, lider Behemoth. "Dorosłe dzieci" były pierwszą kasetą, jaką kupił za uzbierane kieszonkowe w osiedlowym kiosku na gdańskiej Ta płyta oczywiście zawiera mnóstwo heavymetalowych klisz, ale w chwili wydania wyróżniała się szalenie mądrymi tekstami. Niektóre z nich w ogóle nie straciły na znaczeniu. Weźmy np. ten fragment: "Słowa - więcej nic/Potrafimy pięknie gadać/Nie umiemy żyć" (z piosenki "Przegadane dni" - przyp. red.). To przecież cholernie aktualne w czasach, gdy wszyscy tylko ćwierkamy na facebooku. Albo "Szalony Ikar" - piękny, maidenowski hymn o ambicjach młodych ludzi, często niespełnionych - zapewnia, że kompozycje legendarnej grupy z Poznania jeszcze dziś często goszczą w jego Traktuję "Dorosłe dzieci" na równi z takimi albumami jak "Nowa Aleksandria" Siekiery, pierwszym krążkiem Oddziału Zamkniętego czy pierwszymi płytami Republiki. Turbo wprowadziło do polskiej muzyki nową jakość i tylko idiota będzie z tym dyskutował - jednak do tekstów. Sobczak - choć muzykom Turbo został przydzielony "z urzędu" przez Estradę Poznańską - okazał się mieć pióro równie cięte, co riffy Hoffmanna. Nie pałał też szczególną miłością do ówczesnej władzy. Subtelnie, choć zawsze w sposób wymowny, dawał temu wyraz w pisanych lirykach. W "Dorosłych dzieciach" idealnie odzwierciedlił panujące wówczas wśród młodych rozczarowanie PRL-owską rzeczywistością. To właśnie umiejętność zabierania głosu w imieniu mas uczyniła z Sobczaka jednego z lepszych tekściarzy tamtych czasów, a piosence Turbo zapewniła długowieczność. Nie wiadomo jednak, czy utwór ten wciąż byłby kompasem i punktem odniesienia dla tak wielu osób, gdyby nie określony kontekst historyczny, w którym pamiętać, że piosenka "Dorosłe dzieci" została przebojem na długo przed ukazaniem się płyty w 1983 roku. Takie to były czasy, że płyty częściej były zbiorem przebojów ogranych już w radio niż - tak jak dziś - podstawą do kreowania radiowych hitów. A "Dorosłe dzieci" były prawdziwym hitem wakacji roku 1982. Na trójkowej liście przebojów zadebiutowały w lipcu. Zaledwie kilka miesięcy wcześniej na polskie ulice wyjechały czołgi i transportery opancerzone, a rogatki miast zajęli mundurowi przy koksownikach. Na ulicach raz po raz naprzeciwko siebie stawali protestujący przeciwko systemowi i zomowcy. Stan wojenny zawieszono 31 grudnia 1982, a zniesiono dopiero 22 lipca 1983 roku. - Album ten miał olbrzymi sens w czasie, w którym się ukazywał. Dla ludzi, którzy go wówczas poznali, był epokowy. Zwłaszcza za sprawą tytułowego, pokoleniowego hymnu. Ten utwór był szczególnie ważny dla ludzi wchodzących wtedy w dorosłość albo trochę młodszych. Polaryzacja między coraz bardziej sypiącym się systemem a zwolennikami Solidarności dotyczyła głównie starszych. Młodym nikt nie tłumaczył, o co w tym wszystkim chodzi. Rzeczywiście czuliśmy się, jakby "ktoś nam tyle życia skradł", bo mimo woli musieliśmy uczestniczyć w tej grze - mówi Jarek czasem wymowa tekstów Andrzeja Sobczaka zaczęła jeszcze bardziej się radykalizować, co z kolei coraz bardziej rozmijało się z oczekiwaniami Turbo. - My chcieliśmy przede wszystkim grać, a fragmenty w stylu "pod poduszką trzymam nóż" stawiały naszą działalność pod znakiem zapytania - tłumaczy Grzegorz Kupczyk. - Teksty pisane przez Andrzeja stały się zbyt polityczne dla metalowego zespołu. Byliśmy zbyt metalowi, by zajmować się polityką - kwituje Hoffmann. Współpraca zespołu z Sobczakiem zakończyła się definitywnie po drugim krążku Turbo pt. "Smak ciszy".Turbo na scenie z kultowym tekściarzem, Andrzejem SobczakiemPłyta "Dorosłe dzieci" sprzedała się w nakładzie ponad 200 tysięcy egzemplarzy. Dziś, aby otrzymać status złotej płyty, wystarczy nakład 15 tysięcy.